Miasto, które zapomniało o swojej misji
Autor: Bjarni E. Guðjónsson
Zarządzanie gminą nie powinno być skomplikowane. Jej rola jest jasna. Gminy powinny dbać o przedszkola i szkoły podstawowe, planowanie, transport i podstawową infrastrukturę. To zadania, które są najważniejsze dla mieszkańców w ich codziennym życiu. Jednak Reykjavík coraz bardziej oddalał się od tego centralnego punktu. Administracja się rozrosła, liczba stanowisk i zadań wzrosła, ale jednocześnie zmniejszył się nadzór, odpowiedzialność stała się bardziej przejrzysta, a proces decyzyjny stał się trudniejszy i wolniejszy.
Reykjavík jest największym miejscem pracy w kraju, zatrudniającym około 11 000 pracowników. Ogromna skala miasta wymaga jasnych priorytetów, prostej struktury i silniejszego zarządzania. Kiedy zarządzanie się rozrasta, a nadzór maleje, wielkość może działać na niekorzyść wydajności, zamiast ją wspierać.
Znajduje to odzwierciedlenie w codziennym życiu mieszkańców miasta. Brak miejsc w przedszkolach, opóźnienia w budowie i skomplikowane procedury to nie przypadek, lecz wynik systemu, który stał się bardziej uciążliwy niż to konieczne.
Rozmiar i koszt
Pomimo swoich rozmiarów, Reykjavík nie korzysta z efektu skali, jakiego można by oczekiwać. Za proste usługi, takie jak wywóz śmieci, mieszkańcy miasta płacą wyższe opłaty niż mieszkańcy sąsiednich gmin. Jeśli podstawowe usługi są droższe w największej gminie kraju niż w najmniejszej, oznacza to, że system stał się zbyt skomplikowany i kosztowny.
Jednocześnie miasto nagromadziło projekty, które są dalekie od podstawowej roli gminy – projekty, które komplikują system, nie poprawiając w takim samym stopniu jakości usług. Reykjavík skutecznie uruchomił jeden z największych producentów oprogramowania w kraju, z szacowanym wydatkiem 10 miliardów koron na transformację cyfrową, ale jakość usług się nie poprawia.
System się rozwija, ale usługa pozostaje w stagnacji.
Działalność miejskiej rady/biura praw człowieka kosztuje około 300 milionów ISK rocznie, czyli około 1,2 miliarda ISK na kadencję. Podczas debaty liderów w Silfrin, Pétur Marteinsson, lider Partii Socjaldemokratycznej, zbagatelizował ten koszt, gdy kandydatka Partii Niepodległości na burmistrza, Hildur Björnsdóttir, słusznie zauważyła, że biuro praw człowieka powinno zostać zamknięte, a projekty, które naprawdę mają znaczenie, powinny zostać przeniesione do departamentu opieki społecznej.
Taka postawa Pétura jest zaskakująca. Setki milionów koron rocznie, kwota porównywalna z kosztami utrzymania urzędu prezydenta Islandii, to po prostu niemała sprawa. Kiedy zwraca się uwagę na taki koszt, jest on bagatelizowany, jakby nie miał znaczenia, kosztem podatników miasta. W tym tkwi sedno problemu. Z taką postawą funkcjonowanie miasta nigdy nie zostanie naprawione.
Reakcje na problemy wewnętrzne wykazują tę samą tendencję. Niedawno opublikowano ogłoszenie o poszukiwaniu specjalisty ds. zarządzania obecnością, który poradziłby sobie z wysokim wskaźnikiem absencji pracowników. Cel jest zrozumiały, ale rozwiązanie ponownie leży w dodaniu nowego zadania do systemu. Nie upraszcza to obsługi, a jedynie zwiększa poziom złożoności.
Czas odwrócić ten trend. Mniej pośrednich szczebli, jaśniejszy podział odpowiedzialności i prostsza administracja przełożyłyby się na lepszy stosunek jakości do ceny i lepszą obsługę.
Reykjavík nie potrzebuje większego systemu. Potrzebuje prostszego systemu i silniejszego rządu, który odważy się podejmować decyzje i upraszczać.







